Nie Usiedzę w Miejscu!

Nie Usiedzę w Miejscu!
..pokaż dziecku świat!

piątek, 30 września 2016

Weekend w Beskidzie Niskim

Już drugi raz gościliśmy w Domu na Łąkach w Izbach. Jest to miejsce magiczne i wspaniałe dla dzieci, gdzie można super odpocząć, a już zwłaszcza gdy jedziesz w dobrym towarzystwie i dzieciaki szaleją od rana do nocy.















Tym razem mieszkaliśmy w Domu za potokiem, gdzie cały był dla nas i mogliśmy się rozgościć. Na pyszne posiłki chodziliśmy do głównego domu. I tym razem nie udało nam się zdobyć Lackowej (widocznie jak z Tarnicą do trzech razy sztuka), za to dwa inne spacery w okolicy możemy polecić.

Po drodze do Izb, zatrzymaliśmy się w Bartnem, gdzie zatrzymaliśmy się i zwiedziliśmy piękną cerkiew i zrobiliśmy popołudniowy spacer z wózkiem aż pod Bacówkę w Bartnem i z powrotem. Bacówka sama sobie w ciemnym lesie i bardzo smutna i zupełnie bez żywej duszy, zrobiła na nas przygnębiające wrażenie. Za to Bartne prawdziwa łemkowska wieś i w jesiennych kolorach:)










 W sobotę całą ekipą wyruszyliśmy na spacer do Bielicznej, czyli doliną nieistniejącej już wsi Bieliczna z Izb aż pod cerkiew i z powrotem. Dzieciaki dzielnie pokonały trasę, najmłodsza spała w chuście a pogoda wbrew zapowiedziom poskąpiła nam deszczu:) Trasa w sam raz dla dzieci, drogą szutrową, płasko, można gonić a nawet jechać rowerem :)
Dopiero popołudniu gdy chcieliśmy rozpalić ognicho wielka burza przegoniła nas do domu i musieliśmy już zrezygnować z outdoorowych atrakcji.. Lackowa musi poczekać na następny raz bo na pewno jeszcze odwiedzimy Dom na Łąkach nie raz :)
















niedziela, 4 września 2016

Przystanek Austria

W drodze do Szwajcarii z przyczepą i dwójką dzieci nie obyłoby się bez przystanków pośrednich. Wybraliśmy kilka punktów po drodze, które chcielibyśmy zobaczyć a życie zweryfikowało co i ile udało nam się zrealizować.

Na początku zamarzył się nam noclego w okolicy Hallstatt, ale niestety z uwagi na długi weekend sierpniowy nie było mowy o rezerwacji miejsca na campie nawet na jedna noc w tym terminie.
 W związku z tym postanowiliśmy zakotwiczyć dalej w St. Veit in Pongau na campie , który gorąco polecamy. Stąd po ogarnięciu się po całonocnej jeździe mieliśmy rzut beretem do Lichtensteinklamm.
Przepiękny wąwóz i wodospady dał nam dużo orzeźwienia w ten gorący dzień.




Następny dzień w planie były najpierw Wodospady Krimml, jednak gdy dojechaliśmy zaczęło zanosić się na burzę. Pogoda była niepewna ale mimo wszystko zawinęliśmy się w  chustę i postanowiliśmy choć podejść kawałek. I dobrze się udało bo chmury przeszły bokiem i wyszło znowu słońce. Nie zdecydowaliśmy się na wędrówkę do samego szczytu z powodu braku czasu ale do jednego z wyższych punktów widokowych. Ogrom wodospadu i wody jest niesamowity, polecamy gorąco gdy będziecie przejeżdżać. Zaraz za wodospadami zaczyna się Gerlos Alpinestrasse /płatny odcinek/. Spokojnie do pokonania z przyczepą. Wspaniałe widoki na podjeździe ale również urokliwe wioski narciarskiego po drugiej stronie przy zjeździe. Trochę nam zeszło na tej podróży i zwiedzaniu dlatego jeszcze jeden nocleg wypadł nam na terenie Austrii. W okolicach Imst na jednym z dwóch campów w tym miasteczku.









Ostatni dzień to już jazda do granicy z Lichtenstein i dalej. Warto wspomnieć o odcinku Arlberg Tunel, który jest 15 km płatnym tunelem, i objazd jest niemożliwy dla samochodów z przyczepą.  Tunel ten jak się okazało w drodze powrotnej jest również nieczynny w nocy! Tzn ,że wspaniała nocna jazda którą zaplanowaliśmy była niemożliwa gdy dotarliśmy do tunelu Arlberg! warto o tym pamiętać gdy będziecie planować trasę - nas ta niespodzianka zmusiła do nocowania na stacji benzynowej przed tunelem :) ale nie tylko nas patrząc na to jak wiele auto zakotwiczyło na parkingu :) ( z resztą i tak była blisko północ nie było już gdzie kupić winiety ani paliwa więc postój był nam na rękę).

Wspaniałe alpejskie widoki towarzyszyły nam przez całą drogę przez Tyrol aż do pożegnania z Austrią.



W drodze powrotnej inaczej rozłożyliśmy siły, po nocy na stacji dojechaliśmy do Zell am See na jednodniowy postój z odpoczynkiem nad jeziorem. Upał był konkretny więc po rozłożeniu się na See Camp korzystaliśmy z wylegiwania się nad jeziorem do popołudnia i następnego dnia, gdyż w podróż powrotną do Polski ruszaliśmy na wieczór. Camp polecamy jest duży, dość zatłoczony ale ma dostęp do jeziora i bardzo spoko infrastrukturę. Samo Zell am See położone jest malowniczo w górach z widokiem na Grossglockner - polecamy!











czwartek, 1 września 2016

U stóp Eigeru - koleją w Alpy


To był niezapomniany dzień tegorocznych wakacji. Wszystko co potrzebne dopisało:  zdrówko, pogoda, humory całej ferajny :) Warto było przejechać te paręset kilometrów żeby stanąć i stóp słynnej północnej ściany Eigeru.


Potrafisz znaleźć Białego Pająka?


Ekwipunek na całodzienną wyprawę przygotowaliśmy już dzień wcześniej, żeby rano tylko wstać, zjeść śniadanie i wsiadać w autobus. Po pochmurnej niedzieli, piękne słońce powitało nas na campingu o poranku.
Już o 8:30 jechaliśmy naszym shuttle busem do Interlaken East gdzie na wielkiej stacji tłumy turystów oczekiwały na połączenie pociągiem do Kleine Scheidegg. Z tego samego peronu odjeżdżają o tej samej porze oba składy - jeden via Lauterbrunnen, drugi via Grindelwald. My wybraliśmy opcję wycieczki  tam przez Lauterbrunnen i Wengen a z powrotem przez Grindelwald. Dzięki synchronizacji przesiadki były szybkie i już  niebawem zameldowaliśmy się na przełęczy Kleine Scheidegg. Sama wyprawa kolejką zębatą na taką wysokość była atrakcją dnia, widoki po drodze były boskie, ale dopiero na przełęczy czekało na nas najlepsze..




Wengen



Kleine Scheidegg



Po przebraniu młodzieży w coś cieplejszego, bo mimo że słońce świeci  jest rześko, szybko zostawiamy za sobą gwarne kafejki i sklepiki żeby jak najszybciej rozłożyć się na trawie..





 i rozkoszować się drugim śniadaniem w takiej scenerii..




Siedzimy, pijemy herbatę, dzwonki alpejskich krów dzwonią.. sielanka:) kolejne grupki turystów pozdrawiają radośnie nasze dzieciaki.




Przygotowując się do wyprawy, myśleliśmy, że urządzimy sobie trekking granią do szczytu Mannlichen i stamtąd zjedziemy gondolą ( Panoramaweg: Männlichen – Kleine Scheidegg) . Ale nie mieliśmy pewności czy się nam uda tam dojść z wózkiem oraz czy pomieści się on w gondoli, więc ten trekking zostawiamy na kolejny raz ;). Równie smakowicie wygląda treking do Alpiglen, czyli zejście do niższej stacji kolejki po stronie Grindelwald. Widoki cudne więc gorąco polecamy bo z naszej przełęczy widać było,że trasa jest odpowiednia dla dzieci.

Dolina Grindelwald z Kleine Scheidegg


Trasy trekingowe znajdziecie tutaj.

My ruszyliśmy w stronę lodowca Eiger trasą Eigertrail, dotąd aż nasz alpejski offroad stał się nieprzejezdny czterokołowym wózkiem. Nawet ten krótki odcinek, zajął nam niezłą chwilę wliczając wszystkie postoje na jedzenie, zdjęcia, zachwycanie się widokami itp. Ale przecież nie było się gdzie śpieszyć, pogoda rozpieszczała, widoki wprawiały w osłupienie. Nad sztucznym jeziorem przy trasie moczyliśmy stopy w  jacuzzi z lodowatej wody!











Co jakiś czas mijał nas pociąg z turystami jadący na przełęcz Jungfraujoch -3454m n.p.m. najwyższe miejsce w Europie gdzie można dotrzeć koleją..Wysokość na przełęczy jest już znaczna i na pewno nie dla malucha, więc bez żalu obserwujemy czerwone wagoniki znikające w granitowej ścianie..
Czytając "Białego Pająka" x lat temu myślałam, o co chodzi z tym pociągiem w górze, jacyś szaleńcy chyba to budowali, a tymczasem bez tych szaleńców nie było by nas tutaj dzisiaj :)




Gdy wyczerpały się atrakcje w postaci stada krów, górskiej panoramy, helikopterów i jacuzzi, młoda zaczęła powoli upominać się o powrót nad jezioro.
Cieszyliśmy się, że nie wybraliśmy dłuższej trasy na dziś bo dzieciaki jednak trochę się zmęczyły a jeszcze czekał nas powrót w dół z przesiadkami.





Zdecydowanie  rozpoznanie w terenie zrobiliśmy i już wiemy, że gdy wrócimy tu ze starszymi dziećmi Kleine Scheidegg jest świetnym punktem startowym na dłuższy trekking!

Jungfrau w welonie :)


nieusiedzewmiejscu.blogspot.com