Nie Usiedzę w Miejscu!

Nie Usiedzę w Miejscu!
..pokaż dziecku świat!

środa, 31 sierpnia 2016

Schynige Platte - alpejska wycieczka retro






Wycieczka na Schynige Platte była dla nas ważnym celem, ze względu na nostalgiczność historycznej trasy oraz unikalność starej kolejki z XIX wieku. Parowa ciuchcia pcha wagoniki pod stromą górę osiągając 1967 m n.p.m. a widoki powodują, że nos  jest przyklejony do szyby przez 50 min drogi.











Wyprawa na całodzienną wycieczkę to było nie lada przedsięwzięcie, żeby zerwać dzieciaki, spakować, nakarmić i ogarnąć cały majdan poranny tak żeby 8:30 zameldować się już w autobusie do Interlaken West. Tam natychmiastowa przesiadka na autobus do Widerswil (synchronizacaja połączeń cały czas nas zaskakiwała) gdzie na retro stacyjce czekała na nas ciuchcia na Schynige Platte. Ze względu na długość wycieczki zabraliśmy wózek (którego ogólnie nie lubimy zabierać, ale jednak mała po 8h w chuście mogłaby się zbuntować).Obsługa pociągu pomogła nam zainstalować się w przedziale przeznaczonym dla wózków i ruszamy! Dziewczyny  i Tata podekscytowane kolejką nie mogą się nacieszyć!


Wysiadamy na stacyjce wcześnie, jeszcze chmury się nie podniosły, ale okazuje się że cały dzień będą nam towarzyszyć, ukazując, co chwilę inną panoramę. Ten spektakl trwał cały nasz pobyt na Platte, więc słynne szczyty Jungfrau, Mnich i Eiger pokazywały się po troszkę na zmianę.

Drugie śniadanie jemy w przepięknej scenerii, po czym przepakowujemy Jagodę w chustę, wózek zostawiamy zaparkowany w restauracji i ruszamy na szlak.












O trasach na Schynige Platte można poczytać tutaj. Bardzo przyjemne i proste spacerowe szlaki na tym plateau, idealne z dzieciakami. Do tego ogród botaniczny do eksploracji.
Spacerowym tempem zrobiliśmy pętlę pod Obergberghorn i z powrotem granią pod Daube. Polegiwaliśmy na postojach i cieszyliśmy się przepiękną pogodą. Z obu stron towarzyszyły nam niezapomniane widoki. Z jednej strony w dolinie na oba jeziora Thunersee i Brienzersee, a z drugiej na panoramę Jungfrau  i otaczających szczytów. Na szczycie można zrobić sobie fotę w słynnej ramce z panoramą, oraz posłuchać regionalnej gry na rogu.





Mała trasę znosiła idealnie - spała w chuście jak mops. Wspaniale to rokuje na nasze kolejne wyprawy, mamy nadzieję, że pójdzie w ślady starszej siostry i da się nosić.

Pełni wrażeń wracamy popołudniowym pociągiem w dół do Widerswil i na nasz camping. Nawet nie czuliśmy jak nas spiekło słońce na wysokościach, dopiero wieczorem widzimy jakie mamy spieczone twarze! Dzień był rzeczywiście upalny, dlatego po powrocie lądujemy jeszcze zamoczyć stopy w jeziorze a co!































poniedziałek, 29 sierpnia 2016

SZWAJCARIA - Pierwsza wyprawa 2+2





Kraj sera, czekolady, punktualnych pociągów i zegarków już od dawna był na naszej liście ale nie mogliśmy się zdecydować na dogodny czas.

Przyszedł dobry moment, gdyż na pierwsze wakacje Jagody szukaliśmy bezpiecznego zachodnioeuropejskiego zakątka. Wiadomo, że ceny zarówno jak i kurs franka zwalają z nóg, toteż żeby ograniczyć koszty wpadliśmy na pomysł "czemu nie pojechać tam z przyczepą?". Dlaczego zabranie niemowlaka na camping miało by się nie udać? Z przyczepą będziemy niezależni,elastyczni co do miejsca pobytu  a także unikniemy wczesnych rezerwacji i opłat, których by było nam żal gdyby do wyjazdu miało nie dojść z różnych powodów.










Zaplanowaliśmy wstępnie 2-3 miejsca pobytu (w rzeczywistości 2) i zwiedzanie na lekko bez przyczepy, tym bardziej, że wszędzie jest wiele atrakcji i często trzeba wybierać co zobaczyć. Rzadka zmiana miejsca pozwala zaoszczędzić czas na zwijanie obozowiska, co w naszym przypadku w tym roku było kluczowe. Nasz samochód i przyczepa były doładowane jedzeniem na całe 2 tygodnie i ogromną ilością gratów dla obu dzieciaków, w tym najwięcej miała najmłodsza! Zdecydowanie za rok będzie tego mniej ale w tym roku..bagażnik, box i przyczepa ledwo to pomieściły;)






Jechaliśmy tam i z powrotem przez Austrię ze nocowaniem i zwiedzaniem jeszcze paru miejsc po drodze o czym w innym poście. Po tranzycie i pakowaniu co dzień majdanu odetchnęliśmy gdy nie trzeba było się składać rano.



Na pierwszą wizytę w Szwajcarii wymyśliliśmy, że ominiemy wszelkie miasta i zajmiemy się górami i jeziorami. Wybraliśmy Berneński Oberland i kawałek Valais za punkty docelowe. Głównie dlatego że chcieliśmy skorzystać ze słynnych kolejek widokowych w górach, które kursują w regionie Jungfrau i powiedzmy, że to był nasz cel. Wizyta w Zermatt to tzw "must see" - w końcu jak to być i nie zobaczyć Matterhorn'u na własne oczy.



BERNEŃSKI OBERLAND






Szukając campu poszliśmy na kompromis - w górach ale nad jeziorem, dzięki temu w gorące dni mogliśmy po zwiedzaniu od razu plażować. Wybór padł na turystyczne i zatłoczone Interlaken, ale nasz camp był z daleka od miasta i tej komercji nie było czuć na co dzień. Natomiast kemping MANOR FARM 1 był doprawdy strzałem w 10 i najlepszym campem na jakim byliśmy do tej pory! Wielki,przestronny, czysty i jedyny z dostępem do jeziora.
Możliwość wyboru placu od takich zaraz nad jeziorem do bardziej oddalonych, lub zadrzewionych, plus świetna infrastruktura. Dodatkowo każdy z nas otrzymał kartę gościa a wraz z nią dostęp do gratisów i zniżek w regionie. Była to dla nas miła niespodzianka bo dzięki temu podróżowaliśmy z campu do Interlaken za darmo autobusem lub promem:) dodatkowo ciekawe wycieczki (na Schynige Platte) w okolicy czy usługi były tańsze,a w pochmurny dzień skorzystaliśmy z darmowej wejściówki na basen. Polecamy:)






Tydzień w Interlaken obfitował w atrakcje. Pogoda była zmienna deszcz i upały na zmianę, ale nie było czasu na nudę. Mieliśmy okazję trochę odpocząć ale też posmakować wycieczek kolejkami, górskiego łażenia z dwójką maluchów, poplażować i nacieszyć się obozowym życiem. Najpiękniejsze było to, że po wycieczce mogliśmy się rozwalić z grillem przed przyczepą, lub z kocem nad jeziorem do późnego wieczora, gdzie Kinga szalała z holenderskimi dzieciakami.






Na pewno wyzwaniem było odnalezienie się w nowej rzeczywistości wyjazdu we czwórkę. Wiele kwestii organizacyjnych idzie wolniej, dłużej się zbieramy, zwiedzamy wolniej z postojami na jedzenie, przebieranie i inne "potrzeby" albo też po kilku intensywnych dniach pod rząd potrzebujemy dnia "nicnierobienia". Szybko przystosowaliśmy się do nowej rzeczywistości manipulując planem tak, żeby poczuć, że to są wakacje ;) pogoda nam troszkę pomogła przeorganizować co kiedy, przedłużyliśmy też pobyt nad jeziorem, żeby skorzystać z upalnej aury plażując a nie w samochodzie :)



















Odwiedziliśmy miasteczka Interlaken, Brienz, Wilderswil. Jeziora Thunersee i Brienzersee są pięknie położone i robią wrażnie i z bliska i z wysokości. Masyw Jungfrau jest widoczny praktycznie z każdego miejsca.
Interlaken odwiedzialiśmy kilkukrotnie jako, że jest to główna miejscowość przesiadkowa. Stąd z dworca West lub East odjeżdżają autobusy i pociągi w różnych kierunkach. Nazwałabym to taką Szczwnicą w górach wysokich. Jednak możliwość przepłynięcia się statkiem z campu do miasteczka dodatkowo dodawała uroku.












Nacieszyliśmy się pięknymi dolinami Grindelwald i Lauterbrunnen.  Są one centrum, nie tylko narciarstwa w zimie ale też pieszych wędrówek, gdyż szlaków o różnej trudności jest pod dostatkiem.
Lauterbrunnen nas urzekła, nie tylko wodospadami ale ogólnie bajkowym klimatem.






Słynne Wodospady Trümmelbach odwiedził tylko Tata z Kingą. Wodospady te są jedynymi, które znajdują się we wnętrzu góry i ze względu na hałas spadającej wody nie wpuszczają z dziećmi poniżej 3 roku życia.Parking o dziwo bezpłatny ;)




Polecamy wizytę w wiosce Isenfluh, skąd można kolejką wyjechać na Sulwald i kontynuować trekking wyżej. Dojazd do wioski tylko bez przyczep, na górze parking płatny. Spacer z widokiem takim że mucha nie siada - miodzio!








Spośród wielu opcji wycieczek w regionie Jungfrau zdecydowaliśmy się na dwie, ale wybór  był trudny bo gdzie okiem sięgnąć tam wspaniałe propozycje tras widokowych plus atrakcje dla dzieciaków. Z jednej strony fajnie być tam teraz z małymi dziećmi, które jeszcze jeżdżą za darmo, a z drugiej jednak nie każda góra lub atrakcja jest wskazana dla takich maluchów, ze względu na wysokość. O naszych wyprawach na Schynige Platte i Kleine Sheidegg przeczytacie tutaj i tutaj.


VALAIS

Przemieszczając się do innego kantonu, wybraliśmy malowniczą trasę przez Przełęcz Grimsel. Wspaniałe widoki, kręty podjazd i zjazd, ale nasz zestaw z przyczepą dał radę. Polecamy dla wszystkich łowców przełęczy. Dla chętnych po drodze liczne atrakcje,a ze
szczytu odchodzi wiele szlaków.







Grimsel Pass i Furka Pass

W podjęciu decyzji gdzie się zatrzymać w Valais pomógł nam blog, polecając Dolinę Saastal. Rzeczywiście region Saastal nadal promuje się oferując turystom darmowe korzystanie z atrakcji Doliny. Wystarczy nocować minimum 2 noce na terenie Saastal i każdy otrzymuje Citizen Pass uprawniający do jazdy wszystkimi dostępnymi autobusami i kolejkami (poza Metro Alpin na Allalin). Więcej o zniżkach Burger Pass tutaj oraz możliwych wycieczkach tutaj.Zatrzymaliśmy się na campingu Am Kapellenweg w Saas Grund.



Jeden dzień poświęciliśmy na wycieczkę do Zermatt. Blisko bo w sąsiedniej dolinie, ale zupełnie innej niż Saastal, bardziej komercyjnej i zurbanizowanej. Auto zostawiliśmy w Tasch na terminalu i dalej pognaliśmy shuttle busem szynowym do Zermatt. Upał był tego dnia konkretny, dziewczyny niechętne na dalsze wyprawy więc skończyło się na spacerze po miasteczku i podziwianiu Matternhorn z daleka. Zermatt jako takie nie zrobiło na nas wrażenia, bardzo przypomina Krupówki, za którymi nie przepadamy.
Bardzo polecamy pyszne lody w przyzwoitej cenie na Bahnhofstrasse w Stefanie's Creperie.












Saas Fee urokliwa mekka narciarstwa na lodowcu, zachwyciło nas dużo bardziej niż Zermatt. Miasteczko również jest wyłączone z ruchu samochodowego. My skorzystaliśmy z darmowej komunikacji autobusem i później spacerem obeszliśmy centrum. Saas Fee leży u stóp kilkunastu czterotysięczników i z każdego miejsca jest widok na wysokie ściany i jęzory lodowca. Infrastruktura narciarska jeszcze się unowocześnia, co świetnie widziałyśmy z Kingą wyjeżdżając gondolą na Morenia. Dla młodszych polecamy górskie bobsleje  (a dla starszych Tyrolkę nad wąwozem) frajda na całego!














Polecamy opisy tras trekingowych z których my korzystaliśmy:

Schynige Platte
http://www.wanderland.ch/en/routes/route-0345.html

Eiger Trail
http://www.wanderland.ch/en/routes/route-0353.html


przydatne strony:

http://www.grimselwelt.ch/

http://www.jungfrau.ch/en/sommer/start/
http://www.wanderland.ch/en/regional-routes.html

http://www.interlaken.ch/en/discover-interlaken.html
http://www.swissrailways.com/en
http://www.myswitzerland.com/pl/home.html
http://www.saas-fee.ch/en/buergerpass/