Nie Usiedzę w Miejscu!

Nie Usiedzę w Miejscu!
..pokaż dziecku świat!

piątek, 31 października 2014

Jedno oko na Maroko drugie na KAUKAZ


Na tej wyprawie do Gruzji postawiliśmy na GDW i okolice Stepancmindy. Spędziliśmy tam w sumie 3 dni bo jak już jechać tyle km to trzeba zeksplorować co się da a nie tylko wpaść do Gergeti i tyle.



Ugościł nas wspaniały Anano Guest House,który gorąco polecamy wszystkim rozglądającym się za domową atmosferą ( i świetną domową kuchnią)

1. Gruzińska Droga Wojenna

Po wydostaniu się z Tbilisi (to nie było takie proste!) i zwiedzeniu Mcchety,rozpoczęliśmy przygodę z GDW. Krótki postój przy drodze i zaopatrzenie w domowe wino oraz czurczele.
Trasa prowadzi najpierw zwyczajnie ale już przy zalewie Żinvali zaczyna się robić pięknie! Tym bardziej w popołudniowym słońcu i jesiennych kolorach.



Dłuższy postój robimy przy twierdzy Ananuri, żeby pomyszkować po murach i strzelić jakieś piękne fotki:)



Im głębiej w las (tym razem w Kaukaz) tym robi się bardziej niesamowicie! Za Pasanauri już nie możemy oderwać wzroku od szyby i robimy fotorelację z "lotu samochodu". Serpentyny przed Gudauri dają troszkę emocji ale są względnie szerokie i nie bardzo strome stąd możemy podziwiać spektakl jesienny.




W Gudauri ostatnie zakupy i tankowanie. Mieliśmy też refleksje że musi tu być ładnie w zimie:) Przetestujemy kiedyś i ten ośrodek narciarski:)
Od Gudauri już nie pozbieraliśmy naszych szczęk na widoki które rozpościerały się od przełęczy Krzyżowej.. zdecydowanie trasa ta trafia na naszą top listę i przebija Transfogarską a nawet Drabinę Trolli.. :)


Jedziemy i czekamy na ten offroad który od Kobi do Kazbegi nas czekał.. a tu piękny asfalt! kamienista droga została tylko jeszcze w Kobi, ale zaledwie krótki kawałek.. ech te dziadowskie przewodniki!

Wieczorem po przybyciu do Kazbegi (Stepancmindy) mieliśmy jeszcze taki spektakl z naszego balkonu..



Pan gospodarz uraczył nas na dzień dobry czaczą i tylko tego jeszcze brakowało nam do błogostanu:)





2. Offroad do Gergeti i połoniny z widokiem na
Kazbek

To była bajka jakich mało. Zaczęło się od pobudki o świcie i zdjęć Kazbeka z balkonu. Potem pyszne domowe śniadanie u pani dobrodziejki i ledwo się podnieśliśmy od stołu.


Wpakowaliśmy się do naszego wozu i off-roadem pokonaliśmy podjazd pod kościół Św. Trójcy w Gergeti. Dobrze że było na tyle wcześnie że niewiele aut wracało z góry, bo w niektórych miejscach na trasie trudno by było się wyminąć ..













Wielu powie, że jest to najbardziej oklepany i obfotografowany kościół całego regionu, i prawdopodobnie będzie miał rację. Jednak nie zmienia to faktu, że miejsce to zachwyca jeszcze bardziej gdy się tam jest, a zdjęcia nie oddadzą tej przestrzeni i perspektywy niestety. Zdecydowanie jest to jeden z nielicznych "must have" który nie rozczarował ani odrobinę:) Pewnie w dużej mierze jest to zasługa pogody, ale cóż nie można mieć cały czas deszczu :P

Mała brykała, pozowała do zdjęć i cieszyła się stadem koników na horyzoncie.






Zrobiliśmy krótki spacer szlakiem w stronę podejścia pod Kazbek i zalegliśmy na połoninie. Do lodowca i tak nie mieliśmy szans więc po co się męczyć skoro widoki dookoła tak piękne i trzeba je kontemplować:)










3. Dolina Truso i Dolina Juty

TRUSO



Wracamy trochę z Kazbegi i w Kobi skręcamy w prawo. Jedziemy trochę offroadem koło jakiejś fabryki  aż dojeżdżamy do pierwszej wioski. Tutaj znaków nie ma więc próbujemy kilka razy aż udaje nam się skręcić właściwie gdyż w tym miejscu droga rozchodzi się na dwie doliny.Jedziemy trawersem w kanionie rzeki aż do momentu gdzie most w budowie powstrzymuje nas. Wysiadamy i porzucamy auto na pustej drodze. Panowie którzy ambitnie most remontują mówią że przejście jest, tylko wąskie i pokazują jak przekroczyć most. Po pokonaniu przeszkody lądujemy w dolinie Truso i ochom i achom nie ma końca!



W gorącym słońcu roztacza się dolina po horyzont, ośnieżone szczyty dookoła, krowy się pasą i pustkowie.. kilku robotników kładzie jakieś rury oraz w ogólnym chilloucie pilnują sprzętu. Dwa razy minęła nas ciężarówka i tyle. Jedynie bezpański pies towarzyszył nam na tym spacerze :) Gdyby tak mieć rowery udało by się pokonać całe 9 km doliny..
Doszliśmy tylko do pierwszej opuszczonej wioski, krótki postój i wracamy nazad bo jeszcze dalsze plany na dzisiejszy piękny dzień.













JUTA

Wracamy w stronę Kazbegi, za Sioni skręcamy w Dolinę Sno. Popołudnie to najpiękniejsza pora jaką mogliśmy się tu wybrać bo dolina tonie w pomarańczowym słońcu. Miodzio. Mijamy wnioski i brniemy wgłąb doliny naszym wozem.





 Ostatnie km do Juty to off-roadowy podjazd wąską drogą do wioski Juta. Dobrze że nikt nas nie mijał w przeciwną stronę gdyż droga raczej jednokierunkowa:)






Zostawiamy wóz i mimo że powoli kończy się dzień udajemy się jeszcze szlakiem do Zeta Camp. GPS pokazuje około 2300 m n.p.m.. Mała już marudzi i protestuje, ale zostaje wyniesiona i pocieszona skaczącymi zdjęciami w pięknej scenerii :) Zeta camp ma naprawdę zjawiskowe położenie i myśl o dłuższym pobycie tu kiedyś z noclegiem powoli w nas kiełkuje .. :)


Słońce zachodzi za bagatela 3-tysięczne szczyty i udajemy się w dół do auta i na upragnioną ciepłą kolację do naszej zaprzyjaźnionej już knajpki w Kazbegi.







4. Pożegnanie z GDW

 Tak żal odjeżdżać że jeszcze parę fotek na okolice Kazbegi..





 W drodze powrotnej nie mogliśmy sobie odmówić obowiązkowego postoju na Przełęczy Krzyżowej w charakterystycznym punkcie widokowym.







nieusiedzewmiejscu.blogspot.com


środa, 29 października 2014

GRUZJA - piękne zakaukazie


Wspaniała wyprawa do Gruzji piękną złotą jesienią wystarczyła żebyśmy "zachorowali" na Zakaukazie :)
Piękna pogoda, nieziemskie widoki, życzliwi ludzie i pyszne jedzenie to przepis na udane wakacje!


Okazuje się że na pewno nie będzie nasza ostatnia wyprawa w tamte rejony, gdyż dopiero co liznęliśmy uroków jakie ma do zaoferowania malutka Gruzja. Kraj ten jest zdecydowanie przyjazny dzieciom i jeżeli maluch jest oswojony z lataniem samolotem i jazdą samochodem to polecamy przeżyć taką przygodę:)

Ustaliliśmy kilka punktów, które zaliczymy tym razem, biorąc pod uwagę ilość dni jakie mamy
do dyspozycji, odległości oraz to że podróżujemy z maluchem co wydłuża czas. Nasz wybór padł na bardziej wschodnią Gruzję (Mestia musi poczekać ;)


Plan był prosty, lecimy samolotem i pożyczamy auto. Była to opcja oczywiście nie najtańsza, aczkolwiek dawała nam dużo niezależności, co przy naszej małej było bardzo ważne (choćby ze względu na postoje "na żądanie"). Chcę podkreślić że wypożyczenie samochodu wiąże się z koniecznością posiadania stalowych nerwów na drodze. Generalną zasadą jest to że pierwszeństwo ma ten, kto jest większy:)Tata nasz zdał ten egzamin na 5- offroad to dla niego przyjemność :) Szczególny szacun należy się za ogarnięcie centrum Tbilisi!

Okazało się też, że udało nam się super spakować w 2 duże plecaki i 2 małe pod
ręczne :)
Część noclegów klepnęliśmy już przed wyjazdem a pozostałe na żywioł.
W tym miejscu podziękowania należą się Nie bądź taki weź dzieciaki  oraz  Globurwisy którzy polecili nam sprawdzone i fantastyczne miejsca noclegowe w Kutaisi i Kazbegi.
Specjalne podziękowania również dla naszych towarzyszek podróży E. i M. - dzięki nim upilnowanie kogoś, kto nie usiedzi w miejscu, było o wiele łatwiejsze :)

Przez nie całe 2 tygodnie wyprawy udało się:
  • zwiedzić Kutaisi i okolice ( Bagrati, Gelati, Mocameta, Sataplia)
  • śmignąć autostradą do stolicy
  • spędzić piękny dzień w Tbilisi włócząc się po starówce
  • podziwiać nocną panoramę Tbilisi z twierdzy Narikala
  • zostać wywiedzionym w pole przez GPS i pogubić się na autostradowych preclach ;)
  • zwiedzić Mcchetę oraz podziwiać panoramę z monasteru Dżwari
  • przejechać całą Gruzińską Drogę Wojenną ( z nosem przy szybie i opadem szczęki)
  • slalomem omijać całe stada wolnych krów:)
  • spędzić cudowne 3 dni w sercu Kaukazu (Stepancminda)
  • dokonać offroadowego podjazdu do Cminda Sameba w Gergeti oraz w dolinie Juty
  • eksplorować Dolinę Truso (również offroadem)
  • zwiedzić Muzeum Stalina i Skalne Miasto Upliscyche
  • napić się słynnej wody mineralnej Borjomi prosto ze źródła
  • powłóczyć się po okolicznych szlakach w Borjomi i cieszyć się złotą ciepłą jesienią
  • doświadczyć gruzińskiej gościnności oraz zamiłowania do dzieci :)
  • odświeżyć rosyjski i bukwy
  • objeść się gruzińskim śniadaniem u domowych dobrodziejek
  • zdegustować domowego wina i czaczy
  • spróbować wszystkie rodzaje chaczapuri i chinkali oraz czurczele
  • spotkać wielu fajnych ludzi na swojej drodze:)
Nasza Malizna:
  • elegancko zniosła 2 nocne loty, zadomowiła się w hostelach
  • cieszyła się z każdej nowej wycieczki
  • tradycyjnie bojkotowała jedzenie:)
  • zaliczyła wesołe miasteczko i sama prowadziła samochodzik
  • była atrakcją dla wszystkich, zaczepiana i przytulana na ulicy przez obcych
  • po paru dniach już śmiało rozdawała "zdrastwujtie" i "spasiba" wszem i wobec
  • pozowała do zdjęć jak modelka
  • kupiła i zgubiła w Tbilisi Kitty, którą udało się odkupić dopiero w Gori (poszukiwania nowego egzemplarza były stałym punktem dnia)
  • zapaliła dziesiątki świeczek w kościołach i monasterach
  • ma pierwszą pieczątkę w paszporcie :)
  • była rozczarowana że tak szybko skończyła się wycieczka..
Migawki z podróży


KUTAISI,GELATI, MOCAMETA, SATAPLIA








TBILISI













MCCHETA i DŻWARI










ANANURI






GORI, UPLISCYCHE













BORJOMI i okolice











odnaleziona Kitty :)



KAUKAZ, Stepancminda, Gruzińska Droga Wojenna

Temat zasłużył na osobny post:)

c.d.n.



Oczywiście chętnie odpowiemy na wszelkie pytania i szczegóły co do samej wyprawy - zapraszamy do kontaktu na priv :)