Nie Usiedzę w Miejscu!

Nie Usiedzę w Miejscu!
..pokaż dziecku świat!

czwartek, 4 września 2014

Przez rumuńskie bezdroża..

 Dosłownie :)


Jak już wspomniałam z przyczepą jedzie się woooolniej, co spowodowało że pierwszy nocleg wypadł jeszcze na Węgrzech. Spontanicznie znaleziony camping nad jeziorem, pierwsze rozłożenie przyczepy po ciemku.. Noc spędzona przy dźwiękach węgierskiego disco na pełny regulator.. cóż okazało się ze na naszym campie odbywały się 2 wieczory kawalerskie... :)

MARAMURESZ i BUKOWINA

Pierwszy przystanek po przekroczeniu granicy - Wesoły cmentarz w Sapanta:) Wesołe anegdoty na nagrobkach są niestety tylko w języku lokalnym, więc pozostało nam podziwiać rękodzieło a nie dowcip rzemieślnika.






Żeby się dostać do tej miejscowości pokonaliśmy pierwsze kilometry bezdroży rumuńskich, wąskich i niezbyt równych dróg oraz serpentyn górskich prawie na granicy ukraińsko-rumuńskiej..mijaliśmy urokliwe wioseczki, sielskie anielskie gdzie wiejskie domki przeplatały się z ogromnymi i pięknymi willami.. hmm :)

Z Sapanta - kierunek Borsa.Miało być tego dnia dalej ale drogi stawiały znaczny opór.Zaczynaliśmy się przyzwyczajać do spontanicznych zmian planów.



Wybraliśmy urokliwą trasę przez marmaroskie wsie Doliną Izy (nagromadzenie cerkwi i wsi z listy UNESCO). Było owszem urokliwie, dookoła góry, charakterystyczne rzeźbione bramy domów wzdłuż drogi :)



















Czego nie wiedzieliśmy to to, że w ową sobotę w każdej wsi było przynajmniej po 3 śluby! Toteż chcąc nie chcąc my i nasza przyczepa staliśmy się uczestnikami kilku korowodów ślubnych! Wyobrażacie sobie, że nie rozwijaliśmy dużej prędkości:) Po pierwsze droga wąska, po drugie cała wieś uczestniczyła w pochodzie, lub podziwiała pochód z ławeczki przed domem, popijali wspólnie bimberek, lub po prostu wszyscy jechali autami do kościoła..albo do niego szli całą rodziną na czele z parą młodą :) Tu ciekawostka - wiele młodych dziewczyn było ubranych w stroje ludowe! (panny młode wyglądały jak u nas).

Pod wieczór wylądowaliśmy w Borsy i znów spontaniczne poszukiwanie campa zakończone sukcesem - rozbiliśmy się na przydomowym campingu tuż przy szlaku na Pietrosul. Myśleliśmy, że tylko my jesteśmy nawiedzeni na tyle żeby tą wąską drogą piąć się na ten camp.. do czasu aż nadjechały kolejne 2 przyczepy i ustawiły się obok nas na podwórzu :)



Wspomnienia z wędrówek po Alpach Rodniańskich odżyły,gdy przejeżdżaliśmy z Borsy do Iacobeni:) Ach ach wrócimy jeszcze:) krótki postój na Prisłopie i dalej.
Tu UWAGA - trasy Borsa - Iacobeni nie polecamy z przyczepą!Na dzień dzisiejszy droga przypomina ser szwajcarski..jest widokowa tak jak przewidywaliśmy aczkolwiek frustracja po przejechaniu jej spowodowała znaczny spadek satysfakcji :)








Wylądowaliśmy na campie w Vatra Dornei i "na lekko" popędziliśmy licznymi serpentynami na zwiedzanie słynnych bukowińskich monasterów - Voronet i Humor.Przemiła mniszka na furcie wejściowej przemówiła nawet 2 słowa po polsku:) i kazała mi ubrać dyżurna kieckę na krótkie spodenki:D
Bukowina jest usiana monasterami, ale odwiedziliśmy tylko 2 z uwagi na późną porę i zmęczenie Kingozaura. Kto może polecamy spędzić więcej czasu w Bukowinie i Maramuresz,gdyż my tylko zdegustowaliśmy tego wspaniałego regionu :)




Voronet




Humor










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz