Nie Usiedzę w Miejscu!

Nie Usiedzę w Miejscu!
..pokaż dziecku świat!

poniedziałek, 22 września 2014

Karpaty rumuńskie - Bucegi i szaleństwo Ceauşescu

Karpaty rumuńskie - odsłona pierwsza


Jak Rumunia to wiadomo muszą być góry. Łuk Karpat ciągnący się przez cały kraj kusi i zachęca żeby wskoczyć na jakiś szlak!

Gdy przejeżdzaliśmy przez Maramuresz i Alpy Rodniańskie łza kręciła się w oku - ech studenckie czasy..
9 dni z namiotem i konserwą, łapanie stopa w Iacobeni na skrzyżowaniu, marszrutka z Borsy z szalonym kierowcą, noc na dworcu w Czerniowcach.. miał człowiek zdrowie :)



Tym razem naszą bazą wypadową była miejscowość Bran oraz Vampire camping który jest super miejscówką. Po wjeździe do Bran nie wiadomo w którą stronę się bardziej zachwycać - czy na lewo stromymi ścianami gór Bucegi czy w prawo podziwiać masyw Piatra Craiului - prawdziwej Królewskiej Skały,za siebie w stronę Piatra Mare a może wytężyć wzrok i wypatrywać w oddali fogaraskich szczytów. Faktem jest, że dwutysięczne szczyty tak po prostu wyrastają przed tobą na horyzoncie i szczęka opada.








BUCEGI


Chyba najbardziej komercyjne z rumuńskich gór - kolejki , stoki narciarskie, tony pamiątek przy drodze, tłumy na szczycie i kramy z badziewiem.
Jednak napaliliśmy się i my, że wyjedziemy na górę  i na płaskowyżu szczytowych zrobimy trasę.
Niestety wszystko się sprzysięgło na złość - za późno wstaliśmy, po dojechaniu do Busteni, kolejka do kolejki była MEGA, a w trakcie czekania na wagonik dobrą pogodę szlak trafił:) I jeszcze nam mówią tuż przed wejściem żeby się zastanowić nad ryzykiem bo wieje...Kinia była taka napalona na wyjazd kolejką siłą by jej nie powstrzymał:)








Na szczyt z krzyżem nie udało się bo na górze tak wiało że zdecydowanie za zimno było na 2h wyprawę z małą. Pokręciliśmy się po szczycie. Okupowane przez turystów formacje skalne Sfinks i inne Grzyby ominęliśmy łukiem.







W Cabana Babele chcieliśmy się zagrzać, ale to wyjątkowo nieprzyjemne miejsce nie zaprasza turystów z własnym jedzeniem i termosem, co więcej nie mają pieczątki! O zgrozo i to jest schronisko?
Zmarznięci zrobiliśmy krótki spacer, parę zdjęć, na co mała już się oflagowała - poszła do "sidła" i spać.

Powrót kolejką równie wyczerpujący i szczerze po tym dniu byliśmy bardziej zmęczeni niż po 8 godzinnej trasie 2 dni później.

Trasa Transfogarska i Balea Lac




Nie była to wymarzona pogoda, bo Fogarasze tego dnia tonęły w chmurach, ale i tak wytrzymało bo miało padać pół dnia. Pogoda też sprawiła, że nie przejechaliśmy całej transfogarskiej, bo od południa droga była w mleku. Pojechaliśmy z naszego campu na lekko, bez przyczepy.




Naszym końcowym przystankiem było Balea Lac oraz schronisko  szczytowym punkcie drogi. Plan był oczywiście zrobić jeszcze trasę na jakąś część graniową, aż się prosiło, jednak przenikliwy ziąb, wiatr i chmury siedzące na szczytach zdecydowanie zniechęcały na wyprawę z maluchem. W końcu prawie 2000 m n.p.m !
Przy Balea Lac można rozbić się z namiotem lub camperem i następnym razem tak to zaplanujemy:)



Trasa jest zupełnie prosta i przyjemna, nawet z przyczepą by się dało:) Zdecydowanie łagodnie wznosi się w górę i nie ma porównania z hardcorowymi serpentynami w Czarnogórze czy Norwegii, które mieliśmy okazję doświadczyć.



Gdy wracaliśmy w zupełnej mgle i deszczu okazało się, że jednak mieliśmy okno pogodowe:)
Nie zawsze może być "żyleta", trzeba się z tym pogodzić:)













nieusiedzewmiejscu.blogspot.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz