Nie Usiedzę w Miejscu!

Nie Usiedzę w Miejscu!
..pokaż dziecku świat!

wtorek, 30 września 2014

Piatra Craiului - iście Królewska Skała

To nie będzie długi post - raczej fotorelacja z jedynej dłuższej wyprawy w rumuńskich górach jaką odbyliśmy:)



Długo myśleliśmy jaką lekką i niedługą trasę wymyślić, żeby coś pohasać z małą ale w rozsądnych granicach:)
W Bucegi i Fogaraszach pogoda poskromiła nasze górskie zamiary, ale ten dzień wyjątkowo nie poskąpił niebieskiego nieba i słońca.

Ogólnie pasmo dla wytrawnych wspinaczy ze sprzętem toteż zdecydowaliśmy się tylko na spacer pod schronisko ale i tak było pięknie:) sama grań robi wrażenie już jak się podjeżdża bo 2000 m ściany wyrastają nagle na horyzoncie.

Trasa: około 6-7h

Zarnesti - Cab.Gura Riului - Źródło Botorog - Prapastiile Zarnestilor - Mucha Curmaturii - Poiana Curmatuii - Cabana Curmatura - Poiana Zanoaga - Botorog - Zarnesti

źródło internetowe
Wskazówki:

  • autem można podjechać aż w okolice źródełka Botorog i wiele osób tak robi
  • polecamy zrobienie tej pętli w tę stronę - najpierw niebieskim do schroniska i powrót żółtym, podejście też strome ale krótsze!
  • wąwóz Prapastiile - super - nie omijajcie!
Polecamy też wyjście na szczyt Piatra Mica nad schroniskiem, nam nie starczyło czasu. Ale widoki z polany Zanoaga równie piękne:)



























poniedziałek, 22 września 2014

Karpaty rumuńskie - Bucegi i szaleństwo Ceauşescu

Karpaty rumuńskie - odsłona pierwsza


Jak Rumunia to wiadomo muszą być góry. Łuk Karpat ciągnący się przez cały kraj kusi i zachęca żeby wskoczyć na jakiś szlak!

Gdy przejeżdzaliśmy przez Maramuresz i Alpy Rodniańskie łza kręciła się w oku - ech studenckie czasy..
9 dni z namiotem i konserwą, łapanie stopa w Iacobeni na skrzyżowaniu, marszrutka z Borsy z szalonym kierowcą, noc na dworcu w Czerniowcach.. miał człowiek zdrowie :)



Tym razem naszą bazą wypadową była miejscowość Bran oraz Vampire camping który jest super miejscówką. Po wjeździe do Bran nie wiadomo w którą stronę się bardziej zachwycać - czy na lewo stromymi ścianami gór Bucegi czy w prawo podziwiać masyw Piatra Craiului - prawdziwej Królewskiej Skały,za siebie w stronę Piatra Mare a może wytężyć wzrok i wypatrywać w oddali fogaraskich szczytów. Faktem jest, że dwutysięczne szczyty tak po prostu wyrastają przed tobą na horyzoncie i szczęka opada.








BUCEGI


Chyba najbardziej komercyjne z rumuńskich gór - kolejki , stoki narciarskie, tony pamiątek przy drodze, tłumy na szczycie i kramy z badziewiem.
Jednak napaliliśmy się i my, że wyjedziemy na górę  i na płaskowyżu szczytowych zrobimy trasę.
Niestety wszystko się sprzysięgło na złość - za późno wstaliśmy, po dojechaniu do Busteni, kolejka do kolejki była MEGA, a w trakcie czekania na wagonik dobrą pogodę szlak trafił:) I jeszcze nam mówią tuż przed wejściem żeby się zastanowić nad ryzykiem bo wieje...Kinia była taka napalona na wyjazd kolejką siłą by jej nie powstrzymał:)








Na szczyt z krzyżem nie udało się bo na górze tak wiało że zdecydowanie za zimno było na 2h wyprawę z małą. Pokręciliśmy się po szczycie. Okupowane przez turystów formacje skalne Sfinks i inne Grzyby ominęliśmy łukiem.







W Cabana Babele chcieliśmy się zagrzać, ale to wyjątkowo nieprzyjemne miejsce nie zaprasza turystów z własnym jedzeniem i termosem, co więcej nie mają pieczątki! O zgrozo i to jest schronisko?
Zmarznięci zrobiliśmy krótki spacer, parę zdjęć, na co mała już się oflagowała - poszła do "sidła" i spać.

Powrót kolejką równie wyczerpujący i szczerze po tym dniu byliśmy bardziej zmęczeni niż po 8 godzinnej trasie 2 dni później.

Trasa Transfogarska i Balea Lac




Nie była to wymarzona pogoda, bo Fogarasze tego dnia tonęły w chmurach, ale i tak wytrzymało bo miało padać pół dnia. Pogoda też sprawiła, że nie przejechaliśmy całej transfogarskiej, bo od południa droga była w mleku. Pojechaliśmy z naszego campu na lekko, bez przyczepy.




Naszym końcowym przystankiem było Balea Lac oraz schronisko  szczytowym punkcie drogi. Plan był oczywiście zrobić jeszcze trasę na jakąś część graniową, aż się prosiło, jednak przenikliwy ziąb, wiatr i chmury siedzące na szczytach zdecydowanie zniechęcały na wyprawę z maluchem. W końcu prawie 2000 m n.p.m !
Przy Balea Lac można rozbić się z namiotem lub camperem i następnym razem tak to zaplanujemy:)



Trasa jest zupełnie prosta i przyjemna, nawet z przyczepą by się dało:) Zdecydowanie łagodnie wznosi się w górę i nie ma porównania z hardcorowymi serpentynami w Czarnogórze czy Norwegii, które mieliśmy okazję doświadczyć.



Gdy wracaliśmy w zupełnej mgle i deszczu okazało się, że jednak mieliśmy okno pogodowe:)
Nie zawsze może być "żyleta", trzeba się z tym pogodzić:)













nieusiedzewmiejscu.blogspot.com

sobota, 13 września 2014

Nad Czarnym Morzem


Ostatni brakujący element rumuńskiej układanki - pobyt nad Czarnym Morzem.
Jak są wakacje to choć na parę dni musi pojawić się opcja woda+piasek+leniuchowanie.

Spontanicznie uciekliśmy z gór nad morze, odwracając kolejność ze względu na prognozy pogody. Dobrze na tym wyszliśmy bo dzięki temu w obu miejscach mieliśmy pogodę dobrą.

Z Bran nad morze podróż zajęła nam sporo ok. 7h. Z przyczepą prędkość jest mniejsza, aczkolwiek dzięki temu ,że nad samo morze jest autostrada poszło w miarę gładko. Jedynie obwodnice Bukaresztu w remontach korkowały się znacznie.

Dojechaliśmy prawie na północ do słynnego kurortu Mamaia - na równie słynny Camping S.
Spokojnie możemy polecić to miejsce, gdyż całe niezbędne zaplecze jest na miejscu. Nie dajcie się zwieść, Mamaia to wielki dudniący kurort, pełno dyskotek, kasyn i wszelakiej rozrywki - a camping S znajduje się na szarym końcu miejscowości, gdzie wydaje się że już nic nie ma. I to jest jego plus bo jest cisza i spokój i kilka pobliskich kempingów w sąsiedztwie.
Lądowanie o północy na śpiącym campie ma plus i minusy. Przede wszystkim ciężko znaleźć miejsce dogodne bo trudno się rozeznać nie chcąc postawić wszystkich na nogi warkotem auta. Na kombinowanie nie ma szans bo zawracanie z przyczepą jest raczej utrudnione w wąskich alejkach. Dlatego też jechaliśmy jak najdalej się da i w pierwszym luźniejszym miejscu rozstawiliśmy się, byle się już przespać. Jakie było nasze zdziwienie jak wyskakujemy z auta i jesteśmy rozbici prawie na plaży :) Hmm czyli już dalej się nie da:)



 


Zmęczeni podróżą po wielkiej Rumunii darowaliśmy sobie wszelkie zwiedzanie w okolicach nadmorskich (coż, Delta Dunaju następnym razem), i po prostu leżeliśmy na plaży, budowaliśmy zamki, zbierali muszle :)
Plaża wielka, piaszczysta, woda ciepła, skakanie na falach radocha numer jeden - polecamy!





Poza tym tęskniło się do wieczornych spacerów plażą, gdy po gorącym dniu wszystko stygnie i zapada zmrok..








W końcu 3 dni nad morzem to nie aż tak długo by mogło się nam znudzić!